Cierpienia zwierząt: Jerzmanowice: zaniedbane konie odebrane gospodarzowi
Dwanaście koni, przetrzymywanych w skandalicznych warunkach, zostało w czwartek zabranych z gospodarstwa w Jerzmanowicach. Zwierzęta trafią do zastępczych zagród, gdzie będą miały zapewnioną opiekę weterynaryjną i będą właściwie traktowane. Zawiadomienie o przetrzymywaniu zwierząt w niewłaściwych warunkach zgłosiła na policję krakowska Straż dla Zwierząt. - Ponieważ mieliśmy informację, że właściciel koni jest bardzo agresywną osobą, na rekonesans wybraliśmy się do Jerzmanowic jako potencjalni kupcy. Właściciel gospodarstwa znany jest w okolicy jako handlarz koni. Kondycja zwierząt, ich okaleczenia, a przede wszystkim sposób ich przetrzymywania był szokujący. Stały stłoczone na kilku metrach kwadratowych. Rany na ciele świadczyły o ich biciu. Własne odchody sięgały im do kolan, nie miały żadnej ściółki - mówi Jolanta Liniowska, szefowa Straży dla Zwierząt.
Wczorajsza wizyta w gospodarstwie odbyła się już w asyście policji wyposażonej w prokuratorski nakaz przeszukania obejścia, inspektorów Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, Polskiego Związku Hodowców Koni i biegłego sądowego z zakresu weterynarii.
- Dobrze, że w końcu zabierzecie te konie. Przecież jeszcze trochę, a zwierzęta by się zmarnowały. Józek nie dbał o nie w ogóle. Czasami cały dzień i noc stały na polu na uwięzi, bez wody. Tylko przeklął, kiedy się mu zwróciło uwagę - komentowali sąsiedzi.

- Zarówno miejsce, jak i sposób przetrzymywania koni nie spełniają podstawowych zasad utrzymania zwierząt. W pomieszczeniach brak odpowiedniego światła, zwierzęta nie mają ściółki. Stajnia jest zbyt mała, aby przetrzymywać w niej tyle zwierząt. Podłoga jest nierówna i pełna dziur, co grozi złamaniem nogi przez nie. Żadne nie posiada książeczki zdrowia ani paszportu - wylicza Beata Kwiatkowska z PIW. Wojciech Kujawski, biegły sądowy ds. weterynarii, przyznaje, że nie przypomina sobie przypadku przetrzymywania zwierząt w tak karygodnych warunkach: - Konie są zabiedzone i wychudłe, mają przegnite kopyta. Chorują na lipcówkę, mają zaropiałe oczy i grzybicę. Ciasno założone pęta ranią ich przednie nogi. A dwóm kobyłom wrósł łańcuch w pyski, ponieważ był zbyt mocno przywiązany i w ogóle nie ściągany - mówi. Kontrola wykazała, że panujące warunki uniemożliwiają pozostawienie koni w gospodarstwie. - Sposób przetrzymywania zwierząt i obchodzenia się z nimi łamią ustawę o ochronie zwierząt. Właściciel dopuścił się także uchybień administracyjnych, nie rejestrując koni i nie wyrabiając im paszportów - informuje sierżant Artur Kot z komisariatu w Krzeszowicach.
Zwierzęta zostały zabrane gospodarzowi i przewiezione do zastępczych gospodarstw w Bolęcinie, Krzeszowicach, Czernej i Wojtkowej. O dalszym losie koni zadecyduje sąd. Jeśli uzna, że właściciel jest w stanie zapewnić im właściwe warunki i opiekę, zostaną mu zwrócone. W przeciwnym razie sędzia może orzec przepadek mienia na rzec Skarbu Państwa.
Sam właściciel tak protestował przeciwko interwencji policji, że ta wezwała pogotowie ratunkowego, które wywiozło go do szpitala w kaftanie bezpieczeństwa.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Fotografia: Paweł Piotrowski





nie przejmuj cie się koniami bo baba też jest wiązana na łańcuchu i czasem dwa dni stoi w polu bez jedzenia ani picia